Strona główna Objawienia Objawienie w Gruszewie (ZSRR, 1987)

Objawienie w Gruszewie (ZSRR, 1987)

Według ojca Laurentin (1994: 185) na to by stwierdzić objawienie w Gruszewie w dawnym ZSRR brak wystarczających informacji. Od Wielkanocy 1987 r. do Gruszewa przeciągali liczni pielgrzymi, natomiast policja nie interweniowała, co było być może wynikiem bardziej liberalnej polityki Gorbaczowa.

W rocznicę katastrofy w Czarnobylu 26 kwietnia 1987 roku, Maria Kizyn (dziesięcio-jedenastoletnia dziewczynka) wychodziła z domu znajdującego się naprzeciwko nieczynnej kaplicy i zobaczyła na jednej ze ścian kopuły sylwetkę kobiety ubranej na czarno.

Matka Marii tak skomentowała to wydarzenie: „Mała wróciła do domu biegiem. Ludzie przychodzą do naszego domu i warzywnika, który dochodzi prawie do cerkwi. Musieliśmy trzykrotnie sadzić ziemniaki. Wszystko było zdeptane. Ileż to głupot opowiadano o naszej córce: że była niema od urodzenia, i że zaczęła mówić, gdy zobaczyła Matkę Bożą, itd.” (tamże).

Kaplica ta została wybudowana podczas epidemii cholery. Biło tam cudowne źródło, które było obiektem kultu do końca XVII wieku. W 1959 roku kaplica została opuszczona, gdy władze zamykały kościoły. Ustały także pielgrzymki.

Po objawieniu w 1987 r. kaplica została zamknięta na „dwie kłódki”. Władze otoczyły ją płotem i fosą, choć nie wszyscy pielgrzymi potwierdzali tę wersję.

Matka Boża nie przekazała Marii żadnego orędzia, podobno otrzymali je inni, którzy także w tym miejscu dostąpili wizji. Było to jak sygnał dla kościoła greckokatolickiego na wyjście z podziemi. Wszystkie, niejasne świadectwa zdają się wskazywać, że objawienia skończyły się bardzo szybko. Mimo to do Gruszewa na modlitwę udawali się zarówno grekokatolicy, jak i prawosławni.

Przywoływany już ojciec Laurentin (1994: 191) przytacza wspomnienia jednego ze świadków, Josypa Terelya:

„Dowiedziałem się o objawieniach trzy dni po ich rozpoczęciu, 29 kwietnia 1987 roku. Zostałem właśnie uwolniony 5 lutego, po 23 latach więzienia. Udałem się tam na własne ryzyko. Nie spodziewałem się zobaczyć Najświętszą Maryję Pannę, lecz ujrzałem Ją w nocy tak, jak was teraz widzę. Mogłem ją dotknąć. A równocześnie rozmawiałem z innymi. Pozostałem tam do 12 maja. Inni też widzieli, podobnie jak ja. Zdaje mi się, że słyszałem Jej głos. Mówiła tak:

– Ukraino, córko moja, przyszłam do ciebie. Ty jesteś najbardziej uciśniona, jesteś tą, która najwięcej ucierpiała dla wiary w Chrystusa.

Kazała nam się modlić, uczyć dzieci różańca, nawracać niewierzących i pracować wśród nich. Wiadomość o tym rozeszła się po całej Rosji i ludzie przybywali nawet z daleka. Widziałem Ją sześć razy między 9 i 18 maja 1987.

Nie było to po raz pierwszy. Widziałem Ją w najgorszych chwilach więzienia, w chwili, gdy umierałem z zimna, w środku zimy, w mej nieogrzewanej celi. Było to w lutym 1972 roku. Strażnik właśnie zgasił lampę, przy której grzałem ręce. Położyłem się na łóżku, aby umrzeć, i oto poczułem ciepły, łagodny dotyk kobiecej ręki. Poczułem ciepło w celi i zobaczyłem przede mną młodą kobietę. To była Ona.

– Nie zostaniesz uwolniony z więzienia, to dopiero połowa drogi – powiedziała – lecz nie bój się, jestem z tobą…

Wstałem i zacząłem chodzić. Było gorąco! Zdjąłem koszulę. Zostałem w bieliźnie. Strażnik podglądający przez judasza był zdumiony. Przyszli oficerowie, badali mnie lekarze. Pytali mnie o przepis jak opierać się zimnu.

– Czy to joga?

– Nie, widziałem Matkę Bożą.

– Jeśli jeszcze raz to powtórzysz, pójdziesz do szpitala dla psychicznie chorych”.

Bibliografia

  1. Ks. R. Ukleja Sdb, Łzy Maryi. Objawienia i cuda maryjne wczoraj i dziś, Warszawa 1997.
  2. R. Laurentin, Współczesne objawienia najświętszej Marii Panny, Gdańsk 1994.